REKLAMA
 news
 
Mosór: "Jestem legionistą, ale pamiętam wizyty w Piekiełku i szanuję kibiców Widzewa"
 
Piątek, 8. listopada 2019, godz. 08:01
Piotra Mosóra mogą pamiętać nieco starsi kibice Widzewa, bo w latach 90. ubiegłego wieku i w pierwszej połowie kolejnej dekady regularnie grał w Ekstraklasie, głównie w barwach warszawskiej Legii. Ale również Widzewa, z którym teraz przyjdzie mu się zmierzyć w swoim debiucie na trenerskiej ławce Znicza Pruszków.

- Co Pan porabiał w ostatnich latach, bo z tego co nam wiadomo, to w 2014 roku przestał Pan grać w piłkę jako czynny zawodnik?
Piotr Mosór: - Tak, to była Unia Warszawa, klub szkolący głównie młodzież i posiadający własną akademię piłkarską, w której obecnie aktywnie działam. Obecnie mamy około 350 młodych zawodników grających w 12 drużynach. Najstarsza właśnie awansowała do IV ligi mazowieckiej, a występują w niej głównie piłkarze w wieku 16-19 lat.

- Będzie Pan miał czas prowadzić jednocześnie drugoligową drużynę Znicza?
- Dostałem propzycję i mogłem ją przyjąć, bo właśnie jestem w trakcie robienia kursu trenerskiego UEFA Pro, z którego egzamin mam zdawać w czerwcu przyszłego roku. Poza tym, jest to klub położony blisko Warszawy, więc nie jest to żadną przeszkodą jeśli chodzi o dojazd i te sprawy. A przede wszystkim jest tu dużo młodzieży w drużynach piłkarskich i z mojego doświadczenia widzę, że można z tą grupą coś dobrego zrobić.

- Znicz ostatnio zaliczył trzy porażki ligowe z rzędu. Zadziała teraz efekt "nowej miotły" na trenerskiej ławce?
- Na pewno zasada "nowej miotły" może tu pomóc, bo widzę, że pewne rzeczy trzeba będzie w drużynie Znicza od razu zmienić. Pamiętajmy jednak, że mamy teraz trudny terminarz, bo gramy z Widzewem, GKS-em Katowice i Resovią. A do tego jeszcze wyjazdowe spotkanie ze Stalą Stalowa Wola.
REKLAMA

- A zaczynacie od meczu z Widzewem, który też będzie chciał się odkuć za ostatnią porażkę z Resovią u siebie...
- Szanuję Widzew, bo to jeden z głównych faworytów do wygrania ligi, ale my chcemy w tym spotkaniu odebrać mu punkty. Przynajmniej zremisować i na pewno będziemy walczyli o to na boisku. Dodatkowo mecz będzie transmitowany na antenie TVP Sport i widzę, że chłopaków też to mobilizuje, bo będą mogli pokazać się większej liczbie kibiców. Wiadomo, że to Widzew jest faworytem mając w składzie takich piłkarzy jak Robak, Możdżeń, Kita czy Poczobut, a do tego jeszcze trenera Marcina Kaczmarka, który moim zdaniem jest bardzo dobrym szkoleniowcem, ale powtórzę: Nie chcemy przegrać z Widzewem.

- Czy zatem po piłkarzach Znicza należy spodziewać się takiej zawziętości i walki na boisku, z jakiej słynął Piotr Mosór?
- Nie będę ich nastawiał na jakąś niesportową walkę lub faule. Przede wszystkich chcę uczyć gry w piłkę i piłką. Ale na pewno akcent na zaangażowanie na boisku kładę. Pracując w piłce młodzieżowej zauważyłem, że już na tym poziomie wiekowym wiele drużyn staje się u nas delikatnymi zespołami, których piłkarze chcą łatwo przebrnąć przez mecz. Tak się nie da moim zdaniem, dlatego zdrowa rywalizacja i walka muszą być.

- W przeszłości dwukrotnie grał Pan w Widzewie. Najpierw wiosną 2000 roku, a potem przez cały 2003 rok. Za pierwszym razem przychodził Pan do nas jako piłkarz Legii, ale starsi kibice Widzewa wspominają, że Piotr Mosór to był "równy gość".
- Nigdy nie ukrywałem, że jestem legionistą i do dzisiaj kibicuję Legii, ale Widzew też cenię. Przyszedłem tu w trudnym momencie i klub dał mi szansę, a z kibicami było tak, że trzeba zasłużyć na ich szacunek. Nieważne, w jakim klubie się gra, a z jakim sympatyzuje. Oczywiście to nie może przybierać formy takiego cyrku, jak mamy często teraz, że piłkarz przychodzi do nowego klubu, całuje jego herb po strzelonym golu, a za pół roku idzie gdzie indziej i robi to samo. Pamiętam, jak wtedy rozmawiałem z kibicami Widzewa przed meczem z Legią i powiedziałem im, żeby się nie obrażali, ale jak będzie skandowane moje nazwisko z sektora fanów Legii, to im podziękuję. Ale pod Zegar też podejdę i nie będę miał z tym problemów.

- A jak to było z Pana wizytami w słynnym barze kibiców Widzewa, "Piekiełku"?
- Pamiętam wizyty w Piekiełku i dobrze je wspominam. Mogę podziękować fanom Widzewa, bo to były fajne chwile. Za to cenię kibiców Widzewa, bo szacunek im się należy.

Kamil Wójkowski
 
 
 
 
 

REKLAMA
 Najnowsze komentarze
 
Nie ma jeszcze komentarzy do tego artykułu. Bądź pierwszy i skomentuj!
 
 
REKLAMA